Strefa wiedzy
Ostatnia aktualizacja: 23.07.2026
6 min. czytania
Wakacje, święta, dzieci i pies – co wygrywa ze spłatą długu
„Musiałam zapłacić za leczenie psów”, „Czekam na premię świąteczną”, „To dzieci naklikały usługi”, „Nikt nie zadzwonił i nie przypomniał” – z takimi tłumaczeniami dłużników spotykają się na co dzień negocjatorzy firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso. Niektóre mają jedynie odsunąć spłatę w czasie. Za innymi stoją poważne problemy: choroba, utrata pracy czy konieczność opieki nad bliską osobą. Zadaniem negocjatora nie jest ocenianie dłużnika, ale ustalenie, czy będzie on gotowy na ułożenie planu spłaty i jego realizację.
Negocjator jest pośrednikiem między wierzycielami, którzy chcą odzyskać należne pieniądze – bankami, operatorami telefonii i Internetu, dostawcami energii czy zarządcami mieszkań – a konsumentami, którzy nie uregulowali zobowiązań. Nie jest to jednak prosta matematyka, gdzie dwa plus dwa zawsze równa się cztery. Trzeba najpierw rozpoznać, czy po drugiej stronie słuchawki jest ktoś, kto naprawdę ma życiowe problemy, które nie pozwalają mu zapłacić, czy osoba robiąca uniki i szukająca wymówek.
Obecnie w Krajowym Rejestrze Długów widnieje 1,9 mln konsumentów, którzy mają do spłaty 40,4 mld zł. Na jednego dłużnika przypada średnio 21,5 tys. zł zobowiązań. Największe ryzyko koncentruje się w grupie 36-55 lat. Osoby w tym wieku odpowiadają za 60 proc. wszystkich zaległości.
– Nie możemy z góry zakładać, że każdy dłużnik szuka wymówki. Podczas rozmów dowiadujemy się także o naprawdę trudnych życiowych sytuacjach. Sama przyczyna opóźnienia nie powoduje, że dług znika. Pozwala jednak lepiej ocenić rzeczywiste możliwości konsumenta i szansę na spłatę, która nie stanie się deklaracją bez pokrycia, lecz zostanie zrealizowana – wyjaśnia Jakub Kostecki, wiceprezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.
Według badania „Portfele Polaków u progu 2026 roku: oszczędności i obawy”, przeprowadzonego na zlecenie Krajowego Rejestru Długów w grudniu ub.r., duża część konsumentów wchodziła w ten rok bez oszczędności lub z bardzo małą poduszką finansową. Co 5. Polak nie miał odłożonej żadnej sumy. Problemem był również bardzo krótki czas, przez jaki wielu konsumentów byłoby w stanie utrzymać się po utracie głównego źródła dochodu. 8 proc. twierdziło, że przetrwałoby najwyżej tydzień lub dwa tygodnie. 17 proc. deklarowało, że utrzyma się do miesiąca, natomiast 22 proc. – do trzech miesięcy. Solidną poduszkę finansową miała mniejsza część badanych: 15 proc. wskazywało do pół roku, a 17 proc. – rok i dłużej.
W części przypadków może to być zwykłe roztargnienie. Przy wielu rachunkach, ratach i innych obowiązkach łatwo przeoczyć jeden termin. Zdarza się jednak, że „zapomniałem” pojawia się kolejny raz, mimo wcześniejszych rozmów i ustaleń z negocjatorem.
Bywają także mniej oczywiste wyjaśnienia. Jedna z kobiet tłumaczyła brak wpłaty wysokimi kosztami leczenia swoich psów. Dla wierzyciela zaległość nadal pozostaje zaległością, ale dla dłużniczki był to w danym momencie wydatek pilniejszy niż uregulowanie zobowiązania.
– Przyczyna opóźnienia jest ważna, ale rozmowa powinna zakończyć się konkretem. Potrzebna jest deklaracja odnośnie daty i kwoty pierwszej wpłaty oraz plan, którego konsument będzie się w stanie trzymać. Po stronie negocjatora niezbędna jest z kolei empatia, bo to właśnie ona zwykle pozwala porozumieć się z dłużnikiem – zauważa Jakub Kostecki.
To samo zdanie może oznaczać zupełnie różne sytuacje. „Mam inne wydatki” to próba odsunięcia płatności albo leczenie dziecka bądź utrata źródła dochodu. Dlatego ważna jest nie tyle sama historia dłużnika, ile to, co wydarzy się później: czy osoba podejmie kontakt i będzie chciała przyjąć pomoc negocjatora.
Właściciele jednoosobowych firm zazwyczaj tłumaczą negocjatorom: „To księgowa miała opłacić fakturę”. Przekazanie tego na zewnątrz nie zwalnia jednak przedsiębiorcy z odpowiedzialności za terminowe regulowanie firmowych zobowiązań. Inny argument brzmi: „Kontrahenci mi nie zapłacili”. Pokazuje to, jak zatory płatnicze przenoszą się z jednej firmy na kolejną – brak zapłaty od klienta ogranicza możliwość uregulowania własnych faktur. Dlatego negocjator ustala, kiedy przedsiębiorca spodziewa się wpływów, czy może zapłacić część należności wcześniej i jakiego harmonogramu spłaty będzie w stanie dotrzymać.
– Zaległa płatność często przegrywa z wydatkiem, który w danym momencie okazuje się ważniejszy. Gdy jednak spłata jest przekładana kilka razy, nawet niewielki dług może stać się poważnym obciążeniem. Konsumenci odczuwają to szczególnie dotkliwie, jeśli nie udaje im się zachować balansu między zakupami a możliwościami portfela. Umiejętne oszacowanie wpływów i wydatków stanowi podstawę domowego budżetu – podkreśla Jakub Kostecki.
– Starsze osoby podczas rozmowy z negocjatorem często nie wierzą, że uda im się wyjść z długów. Kiedy jednak dostrzegają taką szansę, stają się otwarte na zmiany w domowym budżecie. Zaległości czynszowe, które narastały latami, powodują stres i obawy, że można stracić dach nad głową. Tymczasem dzięki szczerej rozmowie i pomocy ze strony negocjatora, uwolnienie się od długu nawet w zaawanasowanym wieku jest możliwe – podsumowuje Jakub Kostecki.
Obecnie w Krajowym Rejestrze Długów widnieje 1,9 mln konsumentów, którzy mają do spłaty 40,4 mld zł. Na jednego dłużnika przypada średnio 21,5 tys. zł zobowiązań. Największe ryzyko koncentruje się w grupie 36-55 lat. Osoby w tym wieku odpowiadają za 60 proc. wszystkich zaległości.
Na dzień dobry „komornik zabiera pensję”
Pierwszy, najczęstszy rodzaj tłumaczeń, jakie słyszą negocjatorzy Kaczmarski Inkasso, to „Nie mam teraz pieniędzy”. Dłużnicy mówią też wprost „Mam ważniejsze wydatki i zobowiązania” albo są zaskoczeni, że jakaś kwota obciąża ich konto, stwierdzając „Nie wiedziałem, że mam zaległość”. Negocjatorzy trafili również na usprawiedliwienie „Komornik już zabiera mi pensję”, co miało sugerować, że ta osoba nie będzie miała z czego zapłacić.– Nie możemy z góry zakładać, że każdy dłużnik szuka wymówki. Podczas rozmów dowiadujemy się także o naprawdę trudnych życiowych sytuacjach. Sama przyczyna opóźnienia nie powoduje, że dług znika. Pozwala jednak lepiej ocenić rzeczywiste możliwości konsumenta i szansę na spłatę, która nie stanie się deklaracją bez pokrycia, lecz zostanie zrealizowana – wyjaśnia Jakub Kostecki, wiceprezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.
Według badania „Portfele Polaków u progu 2026 roku: oszczędności i obawy”, przeprowadzonego na zlecenie Krajowego Rejestru Długów w grudniu ub.r., duża część konsumentów wchodziła w ten rok bez oszczędności lub z bardzo małą poduszką finansową. Co 5. Polak nie miał odłożonej żadnej sumy. Problemem był również bardzo krótki czas, przez jaki wielu konsumentów byłoby w stanie utrzymać się po utracie głównego źródła dochodu. 8 proc. twierdziło, że przetrwałoby najwyżej tydzień lub dwa tygodnie. 17 proc. deklarowało, że utrzyma się do miesiąca, natomiast 22 proc. – do trzech miesięcy. Solidną poduszkę finansową miała mniejsza część badanych: 15 proc. wskazywało do pół roku, a 17 proc. – rok i dłużej.
Czworonogi przed długami
Drugi typ wymówek, z jakimi spotykają się negocjatorzy, to „na niepamięć”. Od dawna znajdują się one w stałym repertuarze dłużników: „Zapomniałem o terminie”, „SMS nie dotarł”, „Mail wpadł do spamu”, „Nikt nie zadzwonił i nie przypomniał”.W części przypadków może to być zwykłe roztargnienie. Przy wielu rachunkach, ratach i innych obowiązkach łatwo przeoczyć jeden termin. Zdarza się jednak, że „zapomniałem” pojawia się kolejny raz, mimo wcześniejszych rozmów i ustaleń z negocjatorem.
Bywają także mniej oczywiste wyjaśnienia. Jedna z kobiet tłumaczyła brak wpłaty wysokimi kosztami leczenia swoich psów. Dla wierzyciela zaległość nadal pozostaje zaległością, ale dla dłużniczki był to w danym momencie wydatek pilniejszy niż uregulowanie zobowiązania.
– Przyczyna opóźnienia jest ważna, ale rozmowa powinna zakończyć się konkretem. Potrzebna jest deklaracja odnośnie daty i kwoty pierwszej wpłaty oraz plan, którego konsument będzie się w stanie trzymać. Po stronie negocjatora niezbędna jest z kolei empatia, bo to właśnie ona zwykle pozwala porozumieć się z dłużnikiem – zauważa Jakub Kostecki.
To samo zdanie może oznaczać zupełnie różne sytuacje. „Mam inne wydatki” to próba odsunięcia płatności albo leczenie dziecka bądź utrata źródła dochodu. Dlatego ważna jest nie tyle sama historia dłużnika, ile to, co wydarzy się później: czy osoba podejmie kontakt i będzie chciała przyjąć pomoc negocjatora.
Księgowa nie zapłaciła, kontrahent się spóźnia
Odrębną grupę dłużników stanowią prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą, bo w świetle polskiego prawa przedsiębiorca i jego firma to pod względem majątkowym ten sam podmiot. Właściciel JDG odpowiada za długi firmy całym swoim majątkiem osobistym i firmowym bez żadnych ograniczeń.Właściciele jednoosobowych firm zazwyczaj tłumaczą negocjatorom: „To księgowa miała opłacić fakturę”. Przekazanie tego na zewnątrz nie zwalnia jednak przedsiębiorcy z odpowiedzialności za terminowe regulowanie firmowych zobowiązań. Inny argument brzmi: „Kontrahenci mi nie zapłacili”. Pokazuje to, jak zatory płatnicze przenoszą się z jednej firmy na kolejną – brak zapłaty od klienta ogranicza możliwość uregulowania własnych faktur. Dlatego negocjator ustala, kiedy przedsiębiorca spodziewa się wpływów, czy może zapłacić część należności wcześniej i jakiego harmonogramu spłaty będzie w stanie dotrzymać.
Wymówki z kalendarza
Powody odkładania płatności zmieniają się wraz z porami roku. W styczniu i lutym dłużnicy mówią, że po świętach nie mają pieniędzy. W maju i czerwcu pojawiają się wydatki związane z komuniami dzieci i wnuków. Latem pierwszeństwo mają wakacje, wyjazdy wypoczynkowe oraz kolonie dla dzieci. We wrześniu głównym argumentem bywa koszt szkolnej wyprawki. Pod koniec roku negocjatorzy słyszą natomiast: „Muszę za coś wyprawić święta”, „Jak przyjdzie roczna premia, to zapłacę”.– Zaległa płatność często przegrywa z wydatkiem, który w danym momencie okazuje się ważniejszy. Gdy jednak spłata jest przekładana kilka razy, nawet niewielki dług może stać się poważnym obciążeniem. Konsumenci odczuwają to szczególnie dotkliwie, jeśli nie udaje im się zachować balansu między zakupami a możliwościami portfela. Umiejętne oszacowanie wpływów i wydatków stanowi podstawę domowego budżetu – podkreśla Jakub Kostecki.
Babcia dla wnuczka i dzieci, które „naklikały”
„To był kredyt dla wnuczka”, „Dzieci naklikały płatne usługi”, „Ubezpieczenie jest na mnie, ale samochodem jeździ wnuczka i to ona miała zrobić przelew”, „Zięć nie miał zdolności kredytowej, więc zgodziłem się podpisać umowę ratalną na telewizor. Ale to on miał płacić”. Takie wyjaśnienia również nie są rzadkością. Może się zdarzyć, że doszło do nieporozumienia w rodzinie. Dlatego wymaga to sprawdzenia dokumentów i historii płatności, a następnie wyprowadzenia sytuacji na prostą przez negocjatora.– Starsze osoby podczas rozmowy z negocjatorem często nie wierzą, że uda im się wyjść z długów. Kiedy jednak dostrzegają taką szansę, stają się otwarte na zmiany w domowym budżecie. Zaległości czynszowe, które narastały latami, powodują stres i obawy, że można stracić dach nad głową. Tymczasem dzięki szczerej rozmowie i pomocy ze strony negocjatora, uwolnienie się od długu nawet w zaawanasowanym wieku jest możliwe – podsumowuje Jakub Kostecki.
Przeczytaj też:
17 min. czytania
15.06.2026
Zaktualizowano: 15.06.2026
Weksel – co to takiego i kiedy z niego korzystać?
21 min. czytania
20.05.2026
Zaktualizowano: 20.05.2026
Dłużnik spłacił należność główną, ale nie odsetki – co możesz zrobić?
6 min. czytania